Wszyscy jesteśmy patriotami

Sławomir Patoka

Dawniej o wiele łatwiej było zostać patriotą. Bo wiadomo, trzy rozbiory Polski, pięć wielkich Powstań Narodowych (styczniowe, listopadowe, kościuszkowskie, śląskie i wielkopolskie), I Wojna Światowa, wojna polsko - bolszewicka, II Wojna Światowa i ostatnie powstanie - Warszawskie. Okazji mniejszych i większych było bez liku. Wystarczyło mieć odrobinę odwagi, odrobinę chęci, szablę po dziadku, fuzję po wujku i już można było zbrojnie i bohatersko przeciwstawiać się wrogom naszej ojczyzny zyskując niechybnie (za życia lub pośmiertnie) miano patrioty prawdziwego.

Nie to co teraz. Wydawać by się wręcz mogło, że we współczesnym świecie nie ma najmniejszych szans na zostanie patriotą. Żaden z naszych dawnych wrogów nie przejawia chęci by nas napadać czy rozbierać. Wręcz przeciwnie, prawie wszyscy pospołu jednoczymy się, dobrowolnie otwierając szeroko ramiona i granice. Kosy na sztorc osadzone bezużytecznie rdzewieją obok armat i czołgów w muzeach, a potomkowie żołnierzy którzy niegdyś do siebie strzelali, dziś wspólnie ramię w ramię ćwiczą na poligonach wymieniając się wiedzą, umiejętnościami czy nowinkami technologicznymi. Jeżeli już nawet toczymy jakieś boje to najczęściej tylko jako naród między sobą - na szczęście zazwyczaj jedynie na słowa, argumenty i transparenty.

Myli się jednak każdy, komu się wydaje, że czas patriotów przeminął. Bowiem patriotyzm niejedno ma imię. To nie tylko ostatnie tchnienie wydane na polu bitwy. Nie tylko granat ciśnięty w stronę okupanta i nie tylko ostatni nabój - dla siebie. To także, a nawet przede wszystkim w dzisiejszych czasach pamięć o tradycjach naszego narodu, dbałość o język ojczysty oraz szeroko rozumiana solidarność z narodem i społeczeństwem. To flaga biało czerwona powiewająca na wietrze podczas ważnych świąt państwowych, to mówienie wziąć, zamiast "wziąść", to udział w wyborach prezydenckich, parlamentarnych i samorządowych, ale także zwyczajna ludzka, sąsiedzka pomoc. Bo patriotyzm, ten nam najbliższy – lokalny, zaczyna się już przy płotach naszych posesji i polega na budowaniu więzi i wspólnoty.

Co dokładnie więc robić by zostać prawdziwym patriotą, bo przecież samo przywitanie się z sąsiadem z pewnością nie wystarczy? Odpowiedź brzmi: właściwie nie trzeba robić nic. Bo Urząd Gminy na czele z wójtem dbający troskliwie od lat o przeróżne aspekty naszego codziennego życia zadbał także i o nasz patriotyzm. Jak? Bardzo prosto. W 2014 roku w naszej gminie tak jak we wszystkich gminach w Polsce odbyły się wybory samorządowe. Wybieraliśmy jakże ważnego urzędnika wójta i wybieraliśmy radnych gminy, a rada sama w sobie jest również ważnym organem, stanowiącym w gminie prawo i jednocześnie kontrolującym poczynania urzędu i wójta. Można by się oczywiście spierać co do samodzielności rady w Izabelinie i o skuteczność kontroli poczynań urzędu i wójta w ostatnich latach, ale póki co skupmy się na wyborach.

Jak to podczas takich demokratycznych wyborów bywa, rożni kandydaci startują i różni uprawnieni głosują. Tego roku okazało się, że jeden z wieloletnich, można rzec zawodowych radnych, należący do ugrupowania wójta, wybory na radnego przegrał. Nie wiadomo, czy trafił na lepszego przeciwnika, który obiecał więcej i lepiej, czy też zwyczajnie sąsiedzi pokazali mu czerwoną kartkę. Istotne, że radny został po prostu byłym radnym. Chciałoby się rzec, było minęło, życie toczy się dalej, trzeba sobie poszukać innej roboty.

Przeciętny mieszkaniec Izabelina, który straci pracę, może ubiegać się w Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej o zasiłek dla bezrobotnych w wysokości 830,00 PLN w pierwszych trzech miesiącach i potem jeszcze przez następne trzy miesiące dostanie 650,00 PLN. Nieprzeciętny zaś obywatel, dajmy na to były radny z ugrupowania wójta, którego spotka nieszczęście w postaci braku zajęcia czy pracy, dostanie od Urzędu Gminy raz na jakiś czas pracę na umowę zlecenie w ramach tajemniczej "Akcji Kurierskiej", za skromne 3.600 PLN żeby z głodu nie umarł, a i przy okazji żeby doświadczenia w pracy urzędowej nabrał.

Oczywiście, wiadomo, praca dorywcza na umowę zlecenie to żaden rarytas, robota jest niepewna, a czasy ciężkie. Nie dziwne więc, że marzeniem prawie każdego kto szuka pracy jest stały etat w stabilnej firmie, albo jeszcze lepiej wygodna urzędnicza posadka. Dlatego zapewne też Urząd Gminy Izabelin pod koniec 2015 roku ogłosił konkurs na stanowisko ds. Zarządzania Kryzysowego, Obronnych i Obrony Cywilnej. Oczywiście wszystko odbyło się jak należy z listą wymagań, oczekiwanych umiejętności i doświadczenia zawodowego, z czego (jak się później okazało) jeden podpunkt okazał się być bardzo kluczowym: "min. półroczne doświadczenie zawodowe w dziedzinie: zarządzanie kryzysowe, bezpieczeństwo publiczne, sprawy obronne." W tym momencie wypada nie tak całkiem na marginesie uczciwie przyznać, że od razu po ogłoszeniu konkursu wielu mieszkańców Izabelina nie wiedząc nawet kto startuje na stanowisko bezbłędnie wytypowało zwycięzcę, co świadczy niewątpliwie albo o talentach wróżbiarskich, albo o ponadprzeciętnych zdolnościach analitycznych.

Tak czy siak w rzeczonym konkursie udział wzięły trzy osoby. Pierwszą osobą była pani posiadająca co prawda pożądane wykształcenie wyższe w zakresie bezpieczeństwa wewnętrznego, ale niestety nie posiadająca doświadczenia w zawodzie. Drugi był pan będący byłym wojskowym (różne szczeble dowodzenia - ależ atut by się wydawało w tym fachu), ale cóż, kiedy bez doświadczenia w administracji. I wreszcie zgłosił się trzeci pan, którego wykształcenie (nauki historyczne i społeczne) nie miało wiele wspólnego z wolnym wakatem, ale za to posiadający bogate doświadczenie w sprawach obronności, bezpieczeństwa publicznego i zarządzania w sytuacjach kryzysowych. Te kwalifikacje to między innymi ośmioletnie piastowanie funkcji radnego w naszej gminie, w tym - co istotne - piastowanie kilka lat temu funkcji przewodniczącego komisji bezpieczeństwa, oraz półroczna praca w urzędzie... gminy Izabelin na umowę zlecenie w ramach "Akcji kurierskiej". I jak państwo obstawiają? Nad którym CV komisja rekrutacyjna z troską pochyliła czoła? Kto w konkursie zwyciężył?

No dobrze, ktoś słusznie spyta, my tu gadu, gadu, a miało być o patriotyzmie, a jest o jakimś byłym radnym, co jedno z drugim ma wspólnego? A ma, szanowni państwo, ma. Bo jeśli się z jednej strony zestawi ze sobą niczym nieuzasadnione tegoroczne podwyżki podatku gruntowego w gminie Izabelin, a z drugiej ową bezinteresowną oczywiście działalność urzędu mającą na celu poprawę bytu wybranej jednostki, to jak nic, my wszyscy płacący podatki w Hornówku, Izabelinie, Laskach, Mościskach, Sierakowie i Truskawiu mamy prawo czuć się dobroczyńcami i prawdziwymi patriotami nie szczędzącymi sił (i pieniędzy) na budowanie solidarności, lokalnej społeczności i silnych międzysąsiedzkich więzi. Tak wielu, tak nielicznym. I kiedy tak siedzę, piszę ten tekst  i myślę o tym jakim jestem wspaniałym patriotą dzięki działaniom mojego Urzędu Gminy i wójta, to gdyby nie fakt, że bardzo trudno się wzruszam, pewnie by mi się w oku łezka zakręciła i wspomniałbym słowa towarzysza Gierka: "Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej".


p.s.
Jakby ktoś szukał pracy, to w Urzędzie Gminy Izabelin zwolniło się miejsce w ramach "Akcji Kurierskiej". Co prawda kokosów nie ma, robota dorywcza, umowa zlecenie, ale jest całkiem realna szansa na awans.

 

 

NASZ CYTAT

  • kraju_Polan

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rekonstrukcje.jpg - 143.79 kb

 

 

 

 

 

DOBRE STRONY

Licznik odwiedzin

Odwiedza nas 103 gości oraz 0 użytkowników.

Dziś 15

W tym miesiącu 2688

Od początku 65428