Gawęda Powstańcza 2014

Zaborów Leśny, Rajd Powstania Styczniowego 18 stycznia 2014

O Polakach, Rosjanach i innych narodach

W Powstanie Styczniowe zaangażowali się przedstawiciele wielu narodów. Ciekawym przypadkiem są Belgowie, których udział zawdzięczamy pośrednio tzw. rewolucji brukselskiej 1830 roku. Impulsem do jej wybuchu była opera „Niema z Portici” opowiadająca historię pewnej dziewczyny, która nie mogła wyznać swoich uczuć chłopcu, bo była niemową, ale gdy on wyruszył do boju ona odzyskała mowę i zaśpiewała przepiękną arię. Przeżycie widzów było tak głębokie, że po zakończeniu przedstawienia cała publiczność wyszła na ulice Brukseli śpiewając ową pieśń i wywołując rewolucję, ponieważ taką niemową pozbawioną praw była wówczas Belgia.

Niebawem przeciwko tej rewolucji mieli walczyć Polacy, ale nasi podchorążowie stwierdzili, że jak już ginąć, to w kraju, i wywołali Powstanie Listopadowe. Inaczej zgnietliby rewolucję belgijską. Z wdzięczności za tę postawę w 1863 roku Belgowie wyprodukowali 1200 sztucerów i przekazali je Powstańcom Styczniowym. Piłsudski publicznie za to Belgom dziękował. W stanie wojennym i jeszcze długo po jego zakończeniu każdego 29-go listopada przyjeżdżała do Polski belgijska delegacja aby złożyć wieniec na grobie Nieznanego Żołnierza. Tak oto w 1830 toku zrodziła się idea wiosny ludów, w której jeden naród walczy w imieniu drugiego.

W Powstaniu Styczniowym ta zasada też była obecna. Bezpośrednią przyczyną jego wybuchu była branka do carskiego wojska zarządzona przez Wielopolskiego. Wcześniej branki były losowe i wybiórcze, a w 1863 roku cała polska młodzież miała iść na Kaukaz żeby stłumić powstanie górali pod wodzą Imama Szamila, protoplastów dzisiejszych Czeczenów. W Polsce wiedziano, że Kaukaźcy dobrze strzelają i co drugi Rosjanin ginie, więc dla młodych Polaków wybór był prosty – albo zginąć jak wolny człowiek w kraju, albo jak bezwolny najeźdźca na obczyźnie. Na Kaukazie jest mnóstwo grobów polskich, ale po obu stronach. Kilkuset Polaków przeszło na stronę Szamila, a jeden z nich, Łoziński, dowodził artylerią. Armaty robiono z drewna, bardzo twardego cisu kaukaskiego, który obciągano skórami moczonymi w wodzie. Miały wspaniałą zaletę, dawały się wnosić na szczyty gór. Tylko kule były metalowe. Kilka takich „gruboskórek” zachowało się do dziś, ale przede wszystkim zachowała się pamięć o Polakach, na których grobach nazwiska pisano cyrylicą a obok kreślono znak orła. Władysław Czartoryski, syn Adama, ofiarował kaukaskim góralom broń, która niestety nie przebiła się przez Podole i Morze Czarne. Gdy stracono Traugutta i Powstanie Styczniowe upadło, walkę skończył także Szamil. Czyli tak jak Powstanie Listopadowe pośrednio wsparło Belgów, Powstanie Styczniowe narody kaukaskie.

W Powstaniu Styczniowym łącznie uczestniczyło kilka tysięcy przedstawicieli dwudziestu czterech narodów. Udało się sporządzić listę 1800 nazwisk. Byli to Anglicy, Szkoci, Francuzi, Austriacy, Niemcy, kilkudziesięciu Szwedów, głównie lekarzy, ale i bankierów, przede wszystkim ludzi młodych. Był jeden Duńczyk, byli fińscy uciekinierzy z armii rosyjskiej i jeden ochotnik. Przyszli też Czesi i grupa prawie 450 Węgrów, którzy walczyli w podzięce za udział Polaków w ich Wiośnie Ludów. To są historie jeszcze nie przebadane, trzeba by poznać piśmiennictwo w tych językach.  Powinniśmy kiedyś wystawić pomnik narodom Europy, które nasze powstanie wsparły. Masowo wsparli je też Rosjanie, ponieważ dla nich walka Polaków z caratem była także walką o wyzwolenie Rosji. Aleksander Hercen w Londynie pisał „Jestem za Polską, bo jestem za Rosją”. To przesłanie jest w pewnym sensie aktualne do dziś. Rosjanie, którzy próbują wyzwolić się z putinizmu, zwracają się w stronę Polski. Często mówią „nam toże nada zdzielac takoju Solidarnosc”. Pytają, jak się tę Solidarność zakłada. Mają bardzo ciekawych przywódców, ale regionalnych. Trzeba pamiętać, że Rosja to geograficzny odpowiednik Europy i jeden koniec Rosji myśli o drugim jak my o Portugalii. Dla nich Rosja to nie ojczyzna. Tam w ogóle funkcjonuje mentalność regionalna. Kiedyś mer miasta Krasnojarska w rozmowie z prezydentem Łodzi powiedział, że na polskiej ziemi leżą „nasi rodacy”, a prezydent zapewnił, że oczywiście opiekuje się grobami rosyjskimi. Na to mer Krasnojarska: „Nie ruskije, tylko sybirskije. Ruskije to drugije dzielo, a tam nasze sybirskije pulki byli”.

Akurat w przypadku Sybiru jedna czwarta jego historii jest dziełem Polaków. Tam nie ma miasta, mostu czy tunelu, w którego budowie nie uczestniczyłby jakiś Polak. W czasach carskich koleje rosyjskie prawie w całości obsługiwali Polacy. W 2014 roku przypada stulecie uruchomienia najdłuższej linii kolejowej świata, słynnej transsyberyjki, o której zwykliśmy uważać, że zaczyna się w Moskwie na Dworcu Kazańskim, zwanym sybirskim, a kończy na portowym nabrzeżu Władywostoku. Otóż pierwotna transsyberyjka zaczynała się na Dworcu Głównym w Warszawie od strony zachodniej. Granicą linii kolejowych była wtedy Wisła, do której z zachodu dochodziły tory europejskie, a ze wschodu szerokie. Jednak jeden rosyjski tor strategiczny przekraczał Wisłę mostem obok Cytadeli i łukiem dochodził do Dworca Głównego, dziś już raczej muzealnego. Teren przed tym torem jeszcze w okresie międzywojennym nazywano Syberią. Kiedyś w pamiętniku pewnej pani przeczytałem „spotkałam go na Syberii, gdzie staniały marchewki”. To tam rodziny żegnały zesłańców. Był to plac rozstań, łez i rozpaczy i należałoby go uczcić, bo jest on szalenie ważny dla naszej historii. Mogłoby tu powstać jakieś muzeum Syberii.

W 1915 roku miała miejsce największa ewakuacja z ziem polskich w naszej historii. Wyjechało ponad półtora miliona ludzi. Jechali z całym majątkiem, zakładami pracy i wyposażeniem w różne miejsca Rosji. Na przykład rosyjski imperialny Uniwersytet Warszawski trafił do Rostowa nad Donem, fabryka Lilpopa na Ukrainę, a jeden z naszych browarów do Krasnojarska, dzięki czemu na Syberii pojawiło się pierwsze piwo, słynna Korona Syberyjska. Tak oto po I Wojnie Światowej w wielu miastach na wschodzie powstały polskie kolonie. Niestety, większość Polaków, którzy po odzyskaniu niepodległości nie zdążyli wrócić, czego bolszewickie władze nie ułatwiały, zginęła w tzw. akcji polskiej Jeżowa w latach 1937-39. Była to masowa zagłada. Dokładne liczby nie są znane, ale około 200.000 Polaków zamordowano wtedy za to, że byli Polakami. Wybierano ich po prostu z książek adresowych, w których zaznaczona była narodowość.

Dużo szczęścia miała np. wieś Tawriczewska na Ukrainie, w której naczelnik kołchozu dostał telefon z poleceniem, że w którymś tygodniu mają rozstrzeliwać Polaków, tak jak w innych tygodniach inne narodowości. Jednak w książce adresowej słowo „Paliak” bardzo łatwo dawało się przerobić na „Tatarik”, co naczelnik szybko uczynił i dzięki temu wieś przetrwała. Po 70 latach przyjechał tu przedstawiciel związku Polaków z Kijowa. Prosił, żeby mieszkańcy wstąpili do związku, bo przecież mówią po polsku, dostają podręczniki i utrzymują kontakt. Odpowiedzieli, że pamiętają rok ‘37, więc wolą zostać Tatarami, bo to bezpieczne. Holokausty działy się nie tylko w jednym narodzie. To greckie słowo nie jest dla nikogo zastrzeżone i ma swoje lokalne odmiany w różnych językach. Dla Żydów jest to Szoah, dla Ormian wymordowanych przez Turków jest to Medz Jeghern, czyli „wielkie zło”, a dla Polaków Zagłada, którą Prószyński nazwał Polokaustem. Oznacza on wytępienie wszystkich przedstawicieli narodu od dziecka do starca razem z pamięcią o ich istnieniu. Ma zginąć nie tylko człowiek, ale także wszelki jego ślad.

Wracając do Powstania Styczniowego, jak zauważył prof. Kieniewicz, nie da się go zrozumieć jeśli nie pojmie się sensu tzw. bezkrwawej rewolucji, czyli wcześniejszych demonstracji patriotycznych. Były one ofertą dla Rosjan wspólnego rozwijania cywilizacji europejskiej. Byliśmy gotowi budować w Rosji drogi, mosty i koleje pod warunkiem, że będziemy traktowani jak partnerzy, jak odrębny naród. Carat nie mógł tego pojąć. Nie mógł zrozumieć, o co chodzi „polskim poddanym”, gdy tymczasem oni byli obywatelami. To było gigantyczne starcie cywilizacji, myślenia niewolniczego z myśleniem wolnego człowieka. Te dwa podmioty, carat i naród polski, wypowiedziały sobie wojnę na śmierć i życie. Paradoksalnie, pokonując Polaków militarnie carat podciął własne korzenie, bo potem nie miał kim zmieniać Rosji. Czterdzieści cztery lata po strzałach do polskich demonstrantów na Placu Zamkowym padły strzały do Rosjan na Placu Zimowym, a w pięćdziesiątą piątą rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego carat padł. Wygraliśmy my, naród polski.

(oprac. M. Gizmajer)

 

NASZ CYTAT

  • kraju_Polan

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rekonstrukcje.jpg - 143.79 kb

 

 

 

 

 

DOBRE STRONY

Licznik odwiedzin

Odwiedza nas 68 gości oraz 0 użytkowników.

Dziś 2

W tym miesiącu 582

Od początku 72110