PATRIOTYZM WCZORAJ I DZIŚ

Prelekcja wygłoszona 3 kwietnia 2012 r. po Mszy za Ojczyznę w kościele św. Rocha w Lipkowie

Patriotyzm pochodzi od słowa „patria”, czyli ojczyzna, ale także od „pater”, czyli ojciec. Oznacza miłość ojczyzny, ale i czegoś bliższego - rodziny. Słowo „pater” wskazuje, że jesteśmy następcami naszych ojców, nosimy ich nazwisko i mamy je przekazać następcom. To zobowiązuje. A zatem, patriotyzm jest także miłością i zobowiązaniem względem rodziny i dziedzictwa pokoleń. Można powiedzieć, że kondycja patriotyzmu zależy od kondycji rodziny. Jeżeli w życiu człowieka zaistnieje miłość rodzicielska jako fundament dzieciństwa i wchodzenia w dorosłość, ma szansę zaistnieć miłość do ojczyzny. Z drugiej strony, jeżeli rodzina słabnie, przenosi się to negatywnie na patriotyzm. Jeżeli jednostka i rodzina funkcjonują w sposób uporządkowany, wówczas wspólnota wyższa – ojczyzna i naród – staje się wartością w sercu i umyśle. Czy dzisiaj w Polsce mamy taki porządek?

Czym twa ziemia?

Ojczyzna nie jest pojęciem abstrakcyjnym, choć każdy definiuje je trochę inaczej. Dla mnie ojczyzna to Polacy, polskość istniejąca tu od pokoleń, język, kultura i to wszystko, co tworzy zasób zwany dziedzictwem. To dziedzictwo wpływa na mnie, na moją tożsamość. Jest to odziedziczone dobro, które nie powstało z mojej inicjatywy. Ja je otrzymałem, jest ono długiem. Jeśli to dobro jest przedmiotem mojej miłości, to mam wobec niego zobowiązania, a przede wszystkim staram się je zrozumieć i szukam jego definicji.

Bardzo ważne elementy definicji ojczyzny to z jednej strony terytorium, a z drugiej historia. Terytorium to natura, czyli to wszystko, co było widzialne dla pokoleń przeszłych i jest widzialne dla nas dzisiaj. W połączeniu z historią terytorium przestaje być nieokreślone. Niemniej, nasza historia tak się ułożyła, że jeśli uwzględnimy wszystkich tworzących ją Polaków, pytanie o terytorium staje się trudne. Gdzie jest jego początek? Gdzie koniec? Czy Polacy żyjący w Australii nie są częścią naszej ojczyzny? A Polacy na Kresach? Czy ich polskość nie jest naszą ojczyzną? A Polonia amerykańska? Chicago to drugie po Warszawie największe „polskie” miasto na świecie. Tam też jest polskość. A zatem ojczyzna w sensie historycznym jest oczywiście związana z ziemią, na której dziś żyjemy, ale nie jest do niej ograniczona.

Prymas Stefan Wyszyński podkreślał, że człowiek rodzi się i funkcjonuje w rodzinie, ale i we wspólnocie większej. Ta naturalna wspólnota to naród, który jest zobowiązaniem do tworzenia dobra na szerszej przestrzeni. Funkcjonując w rodzinie i w narodzie stajemy się lepszymi ludźmi jeżeli chcemy czynić dobro i przyjmujemy postawę służebną. Jan Paweł II w „Pamięci i tożsamości” rozwinął myśli prymasa Wyszyńskiego i stwierdził, że tym dobrem odziedziczonym, a jednocześnie zadaniem, jest kultura narodowa. W homilii wygłoszonej w Gnieźnie podczas pierwszej pielgrzymki do Polski w czerwcu 1979 r. przypomniał, dzięki komu jest tym, kim jest, kto w wielkiej polskiej rodzinie był dla niego drogowskazem i komu zawdzięczał polskość. Na swej życiowej drodze wymienił św. Wojciecha, św. Stanisława, królową Jadwigę i kardynała Adama Sapiehę. Odziedziczona kultura stała się dla papieża zadaniem i zobowiązaniem, ale wobec tych konkretnych ludzi, a nie wobec abstrakcyjnie pojętej ojczyzny. Ojczyzna to konkretni ludzie, wobec których jesteśmy zobowiązani, a z którymi spotkamy się po zakończeniu ziemskiej wędrówki.

Patriotyzm jest zatem zdolnością do miłowania ojczyzny bardzo bogato zdefiniowanej w sensie kulturowym, terytorialnym i personalnym, począwszy od dziedzictwa najbliższego, własnego ojca i dziadka. Szacunek i miłość względem nich każe nam darzyć miłością i szacunkiem ojczyznę. Ta ogólna definicja patriotyzmu jest właściwa dla wielu narodów kultury chrześcijańskiej, ale jaki jest patriotyzm polski?

Patriotyzm insurekcyjny

W naszej historii mieliśmy wiele momentów, w których pokolenia przechodziły próbę i dawały świadectwo. Pierwszą charakterystyczną cechą naszego patriotyzmu jest jego insurekcyjność: jesteśmy zdolni do złożenia ofiary życia żeby ojczyzna była wolna i żeby przyszłe pokolenia mogły powiedzieć, że stanęliśmy na wysokości zadania. Jest to zdolność do służenia pokoleniom nie tylko przeszłym, ale i przyszłym, aż do krwi. Tę zdolność insurekcyjną widzieliśmy przede wszystkim w XIX wieku, ale i w Powstaniu Warszawskim.

Generał Tadeusz Bór Komorowski podejmując decyzję o wybuchu Powstania wiedział, że będzie rozliczany przed historią. Jego wybór był szalenie trudny. Wejście sowietów w 1944 roku na terytorium Polski wskazywało jednoznacznie, że Armia Czerwona, NKWD i Stalin nie chcieli honorować prawa Polski do niepodległości. Każda próba nawiązania z nimi kontaktu kończyła się wyaresztowaniem kolejnego okręgu Armii Krajowej i delegatów polskiego państwa podziemnego. Z tą tragedią musiał zmierzyć się Komendant AK, który z drugiej strony nie wiedział, czy polski rząd w Londynie z premierem Mikołajczykiem zdoła zmusić Anglosasów do zaszantażowania sowietów, aby pomogli Powstaniu i niejako zdradzili PKWN, który w Lublinie był już gotowy do zajęcia kolejnych polskich ziem. Bór Komorowski był w Warszawie a nie w Londynie i miał ograniczone informacje. Decyzję musiał jednak podjąć. I podjął.

Wydał rozkaz wybuchu Powstania w dużej mierze dlatego, że Armia Krajowa przez pięć lat przygotowywała się do wyzwolenia kraju własnymi rękami. W styczniu 1944 roku służyło w niej 380-400 tys. ludzi. To byli polscy patrioci, którzy nie mogli przyjąć innej definicji patriotyzmu niż nakaz, że gdy Niemcy będą przegrywać, trzeba dać świadectwo miłości ojczyzny, czyli przyjąć postawę czynną, insurekcyjną. Zgłębianie dziś kwestii, czy mieli rację, czy nie, nie jest takie proste. Oni trwali w podziemiu, szkolili się w podchorążówkach i wykonywali akcje dywersyjne nie po to, żeby zgubić chwilę, w której można będzie zaświadczyć o miłości ojczyzny, ale po to, żeby podjąć walkę w momencie, w którym odzyskanie niepodległości stanie się możliwe. Możliwość ta pojawiła się w dopiero sierpniu 1944 roku, wcześniej powstanie byłoby samobójstwem nie mającym nic wspólnego z insurekcyjnością.

Patriotyzm insurekcyjny ma bardzo długą tradycję, począwszy od Konfederacji Barskiej. Pokolenie Powstańców Warszawskich niosło w sobie to doświadczenie i nie byłoby w stanie spojrzeć sobie w twarz gdyby Powstanie nie wybuchło. Bór Komorowski doskonale o tym wiedział. Tym bardziej, że sowieci zbliżając się do Warszawy rozrzucali z samolotów ulotki wzywające do powstania i podporządkowania się Armii Ludowej, która miała wziąć w swoje ręce zwyciężanie Niemców. To była kolejna trudność w wyborze Bora: czy świadczyć o miłości ojczyzny, czy też podporządkować się sowietom, którzy w takim przypadku wejdą i ogłoszą, że nie ma polskich patriotów, jest tylko Armia Ludowa.

To był bardzo trudny egzamin dla polskiego patriotyzmu insurekcyjnego. Lekcja Powstania Warszawskiego była zwieńczeniem drogi, którą rozpoczęła Konfederacja Barska. Była przykładem tak silnym i trwałym, że mimo usilnych starań pohańbienia Powstania przez PRL nie udało się wmówić nowym pokoleniom obrzydliwych insynuacji propagandy komunistycznej. Siła patriotyzmu insurekcyjnego była widoczna. Przykłady patriotów, którzy ginęli, były zawsze przykładami pozytywnymi.

Prymasowska ekonomia krwi

Polski patriotyzm nie jest jednak tylko insurekcyjny. Prymas Stefan Wyszyński w swoistym dyskursie z tym patriotyzmem posługuje się pojęciem ekonomii krwi. W naszych dziejach udowodniliśmy, że jesteśmy w stanie oddać życie, ale czasem może to być słabością, bowiem dużo trudniejszym wyborem jest życie zachować. Wprowadzenie przez Prymasa zasady ekonomii krwi było zawsze bardzo trudną konfrontacją z pozytywnie postrzeganym patriotyzmem insurekcyjnym.

Po raz pierwszy miało to miejsce w kwietniu 1950 roku, gdy Prymas zdecydował się na podpisanie porozumienia z komunistami, czyli wiarołomcami, którzy dokładnie w tym czasie w Czechosłowacji aresztowali wszystkie zakony żeńskie i męskie. Prymas podpisał porozumienie nie dlatego, że stchórzył i wybrał łatwiejszą drogę. Na Węgrzech biskup Meszlenyi zdecydował się na ostrą konfrontację z komunizmem, został aresztowany, wyszedł na parę tygodni w 1956 roku, stanął na czele powstania węgierskiego i został bohaterem, ale kondycja narodu została ciężko doświadczona. Gdy siedział w więzieniu jako bohater, Kościół na Węgrzech był coraz bardziej podległy komunistom i ateistom. Ekonomia krwi jest więc intelektualnie i emocjonalnie trudna. Chciałoby się zginąć i mieć rację, a tu trzeba żyć i mieć rację.

Drugi raz Prymas miał odwagę przeciwstawić się polskiej naturalnej insurekcyjności w 1956 roku. Gdy w Europie zdominowanej przez układ jałtański sowieci weszli do Budapesztu, ekonomia krwi podpowiadała mu, że po niedawnych latach okupacji, w której zginęło 6 milionów obywateli II Rzeczypospolitej, nie stać nas na drugi Budapeszt i trzeba odbudowywać konstrukcję narodu. W konfrontacji zawsze giną najlepsi, a zatem trzeba ich chronić po to, aby naród w długim dystansie wygrał, a nie w krótkim zginął.

Po raz ostatni Prymas zastosował ekonomię krwi w opozycji do patriotyzmu insurekcyjnego w sierpniu 1980 r. Na prośbę Edwarda Gierka udał się do Klarysewa, gdzie zastał I Sekretarza PZPR całkowicie rozbitego psychicznie. Gierek wrócił z Krymu i już wiedział, że zostanie zdjęty ze stanowiska. Uważał, że strajki były wewnątrzpartyjną prowokacją, w której Kania z Jaruzelskim chcieli go usunąć. Prymas powiedział, że jeżeli chce być przywódcą Polski, powinien natychmiast jechać do Gdańska. Gierek nie potrafił podjąć żadnej decyzji, był roztrzęsiony. Prymas zrozumiał, że jeżeli w PRL nie było przywództwa wśród komunistów, może je objąć tylko Moskwa. Tak więc 26 sierpnia ekonomia krwi kazała mu wygłosić na Jasnej Górze dramatyczne przemówienie, w którym przerzucił na barki robotników wybrzeża odpowiedzialność za długie trwanie narodu. Wskazywał na groźbę wkroczenia sowietów w sytuacji, gdy władza nie była w stanie funkcjonować. Oto druga tradycja polskiego patriotyzmu wprowadzana w czyn przez Prymasa Tysiąclecia.

Patriotyzm republikański

Patriotyzm insurekcyjny skonfrontowany z ekonomią krwi nie wypełnia jeszcze całego naszego patriotycznego dziedzictwa. Kolejną jego formą jest patriotyzm republikański odziedziczony przede wszystkim po XVI-wiecznej szlachcie, czyli po stanie, który był odpowiedzialny za własne państwo i w ramach tej odpowiedzialności razem z królem budował prawo, a zarazem był gwarantem jego przestrzegania. Gwarancja ta sięgała tak dalece, że szlachta mogła odmówić posłuszeństwa, ale tylko w jednym przypadku – gdy władca łamał prawo. Szlachta mogła go upominać. Takie reguły były ważne i bezwzględne, ponieważ opierały się na prawie naturalnym, które nie zostało wymyślone przez człowieka, ale w sensie zasad pochodziło od Boga. Zasady wolności i równości skodyfikowane przez Rzeczpospolitą w XV i XVI wieku miały moc wiążącą króla i szlachtę, bowiem odzwierciedlały zrozumienie porządku prawa naturalnego.

Jest to nasze piękne i ważne dziedzictwo, które w skrócie oznacza odpowiedzialność za państwo. Dziedzictwo to nie zakłada tylko konsumpcji prawa, czy też powszechnego przyzwolenia na łamanie prawa, owej skazy po okresach zaborów, II wojnie i PRL, w których prawo było obce, zaborcze lub okupacyjne. Na szczęście, mamy w dziedzictwie porządek republikański i szlachecki, w którym prawa nie łamiemy, tylko je szanujemy, a zarazem wymagany takiego poszanowania od władz. Odnosi się to także do ustroju demokratycznego, który staje się systemem właściwym tylko wówczas, gdy pilnujemy rządzących. Na tym polega współczesny patriotyzm republikański. Gdy przestajemy pilnować premiera Donalda Tuska i prezydenta Bronisława Komorowskiego, oddajemy im władzę i pozwalamy robić wszystko za nas, przestajemy być patriotami. Gdyby tak czyniła XVI-wieczna szlachta, nigdy nie doczekalibyśmy się żadnych praw, np. zabraniających łączenia stanowisk (w XVI wieku!). Patriotyzm republikański to umiłowanie państwa jako dobra, za które jest się odpowiedzialnym.

Patriotyzm samorządny

Trzeci patriotyzm odziedziczony po naszych przodkach nazywam samorządnym. Jest on dziedzictwem przede wszystkim XIX wieku, II Rzeczpospolitej i fenomenu Polskiego Państwa Podziemnego, a więc okresów, w których brakowało państwa i sam naród przejmował jego obowiązki, tzn. tworzył instytucje w obrębie własnego nakazu moralnego miłości ojczyzny, wbrew państwom okupacyjnym albo obok nich. Ta samorządność to m.in. powstanie w 1893 roku Ligi Narodowej, czyli inteligenckiej “czapki” autorstwa Romana Dmowskiego, Zygmunta Balickiego i Jana Popławskiego, w której Polacy z trzech zaborów budowali pewną strukturę organizacyjną opartą na hasłach wszechpolskości i wszechstanowości. Struktura ta miała kreować coś, co w XIX wieku nazywano nowoczesnym narodem. W tym samym czasie taką funkcję pełniły w Europie państwa, np. włoskie, które jednoczyło i budowało nowoczesny naród włoski, czy niemieckie, które pod kierownictwem Bismarcka  tworzyło nowoczesny naród niemiecki. Podobne procesy działy się we Francji i Wielkiej Brytanii. My nie mieliśmy państwa, ale samorządnie potrafiliśmy wytworzyć elitę intelektualną, która wzięła na swoje barki odpowiedzialność za budowanie nowoczesnego narodu.

W II Rzeczypospolitej miało to dalsze konsekwencje w postaci zabudowywania przestrzeni, w której państwo nie musi się aktywizować, np. samorządu gospodarczego albo różnego rodzaju stowarzyszeń katolickich, młodzieżowych czy branżowych. Życie stowarzyszeniowe w II RP pulsowało. Dzięki temu, gdy po 1 września 1939 straciliśmy instytucje państwa niepodległego, byliśmy w stanie stworzyć państwo podziemne. Umiejętność funkcjonowania samorządnego była tak duża, że potrafiliśmy wytworzyć strukturę państwową w warunkach zupełnie nie nadających się do tego.

Patriotyzm dzisiejszy

To są te nasze odziedziczone po historii realne patriotyzmy, czyli praktyczne postawy. Czy z tej historii możemy się czegoś nauczyć? Jak dziś być patriotą? Przede wszystkim trzeba zrozumieć nasz historyczny bagaż. Jeżeli mamy świadomość, że życie publiczne nie jest w całości w zasięgu państwa, ale jest w naszym zasięgu, to możemy tworzyć rzeczywistość publiczną nie czekając na zezwolenie jakiejkolwiek instytucji. Jesteśmy obywatelami państwa i mamy prawo do życia publicznego na naszą miarę, na nasze warunki, według naszego etosu.

Obecnie mamy bardzo wyraźne przykłady zrozumienia właśnie takiej obywatelskości, prowadzącej do samorządnego zabudowywania życia publicznego. Gdy w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych 1 marca instytucje państwa niemal zignorowały to święto, stało się ono faktycznie narodowe, ponieważ w całej Polsce tysiące ludzi wyszły na ulice, udały się do kościołów i uczestniczyły w tym upamiętnianiu. To jest właśnie umiejętność kojarzenia dziedzictwa z potrzebą dzisiejszą. Takich przykładów w Warszawie jest wiele. 10-go każdego miesiąca o godz. 19:00 Warszawiacy modlą się za dusze 96 osób, które zginęły w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r., ale w jakiejś mierze jest to także protest skierowany w stronę państwa, które potwornie zaniedbało dochodzenie do prawdy. Jest to dzisiejszy objaw republikańskiego wchodzenia w porządek państwa i dopominania się, że ma ono obowiązek wyjaśnienia obywatelom tragedii smoleńskiej. Potrafimy się o to upominać aż do nieposłuszeństwa, bowiem jako obywatele mamy prawo do nieposłuszeństwa wobec władz nie spełniających swoich podstawowych obowiązków. Zauważmy, że te akty dzisiejszego patriotyzmu są de facto odziedziczone po naszych przodkach. Mamy je w sobie.

A więc i dzisiaj można być patriotą. Nie tylko takim, który zna definicję patriotyzmu, ale i takim, który swoją postawą sumuje postawy historyczne, wpisuje się w przestrzeń publiczną i walczy o to, żeby Polska była Polską. Oczywiście, każde pokolenie musi umieć odczytać swoje znaki czasu, swoje wyzwania. Dzisiaj znakiem czasu na całym świecie jest bardzo poważna batalia, w której z jednej strony w przestrzeni najbliższej nam cywilizacji chrześcijańskiej mamy nurt ochrony integralności triady - jednostki, rodziny i narodu - które zapewniają nasz rozwój na ziemi, a z drugiej strony mamy nieporządek, który chce tę triadę zrelatywizować i ostatecznie zniszczyć. W owym nieporządku rodzina może składać się z dwóch mam, dwóch tatusiów albo nie wiadomo kogo. Tragicznym fenomenem były też nasze wybory parlamentarne w 2010 roku, w których pewni ludzie zostali posłami nie dlatego, że mieli coś do zaproponowania intelektualnie czy moralnie, ale dlatego, że jeden był przestępcą, drugi transseksualistą, a trzeci kolegą zabójców księdza Popiełuszki. Batalia z nieporządkiem toczyła się też wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Młodzi ludzie wychodzący z narożnej kawiarni, gdzie otrzymywali jakieś wytyczne, tak dalece nie rozumieli, co czynią, że potrafili bezcześcić krzyż wielokrotnie. Wiele zdarzeń ewidentnie wywoływano na potrzeby kamer. Oto efekt nieporządku, który już zafunkcjonował w umysłach ludzkich. Właśnie w takim nieporządku żyjemy i właśnie ta konfrontacja i ta batalia są naszym wyzwaniem. To są znaki czasu, które trzeba odnaleźć i zrozumieć, żeby wiedzieć, jak przestrzeń publiczną w imię odziedziczonych patriotyzmów zabudować po naszemu.

Spisał M. Gizmajer

 

NASZ CYTAT

  • kraju_Polan

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rekonstrukcje.jpg - 143.79 kb

 

 

 

 

 

DOBRE STRONY

Licznik odwiedzin

Odwiedza nas 53 gości oraz 0 użytkowników.

Dziś 14

W tym miesiącu 568

Od początku 67779