Historia Gminy Izabelin - część 1

Joanna Zaradkiewicz

Nasza gmina jest stosunkowo młoda. Powstała zaledwie 21 lat temu, a przekłamania, półprawdy i zwykłe kłamstwa związane z jej narodzinami ciągle się mnożą. Powielane przez obecne władze mity mają zastąpić prawdę i ukryć fakty niewygodne dla przywódców Forum Samorządowego.

Przełomowym, udokumentowanym momentem, który doprowadził do podziału Gminy Stare Babice i wydzielenia z niej Gminny Izabelin, był dzień 30.08.1991 roku, ale powód i przyczyna zaistniały na przełomie lat 1990 – 1991 i były skutkiem niesprawiedliwych poczynań ówczesnych rządzących.

Inicjatywy obywatelskie

Jak Państwo pamiętają, w 1990 roku odbyły się pierwsze wolne wybory samorządowe. Data ważna dla społeczności lokalnych, która miała przynieść przełom i formować społeczeństwo obywatelskie. Zanim przejdę do meritum muszę się jednak cofnąć do lat wcześniejszych, które mimo, że nic tego nie zapowiadało, miały istotny wpływ na zdarzenia, które zaowocowały powstaniem Gminy Izabelin.

W połowie 1986 roku zamieszkałam z mężem i synem w Izabelinie C. Już w trakcie budowy domu dość boleśnie odczułam naruszanie prawa przez urzędników ówczesnej władzy gminnej. Było to być może swoiste memento ostrzegające, że pod urodą leśnego zakątka czai się ludzka małość, nepotyzm i nieprzyzwoitość. Były to czasy chylącej się do upadku, a pozornie niezniszczalnej komuny, która trwała od początku mojego życia i o której wiedziałam, że jest systemem narzuconym, swoistą kontynuacją zaborów, powstałym w oparciu o zbrodnie popełnione na moim narodzie i wrogim mojej rodzinie od początku swojego istnienia. W takich realiach przyszło żyć mojemu pokoleniu. Ale nawet ów system nie zniszczył zakorzenionej we mnie od pokoleń tradycji uczestnictwa w życiu społecznym, w sposób aktywny dla wspólnego dobra.

Nic też dziwnego, że kiedy nowopoznani mieszkańcy Izabelina C zaprosili nas na spotkanie z ówczesną radą sołecką, która poprosiła nas o włączenie się w działalność na rzecz poprawy jakości życia mieszkańców Izabelina, nie sposób było odmówić. Wraz z mężem zorganizowaliśmy badania wody, bo jej jakość budziła poważne zastrzeżenia, i pomoc z Niemiec i Szwecji dla biedniejszych mieszkańców. Wydawało się nam, że wszyscy działają bezinteresownie, bez profitów, a celem jest wspólne dobro. Życie szybko zweryfikowało naszą naiwność i po kilku przykrych zdarzeniach wycofaliśmy się z tej współpracy, nie chcąc uwierzytelniać nieuczciwości. 

Po pewnym czasie inna grupa sąsiadów zwróciła się do nas z propozycją założenia stowarzyszenia mieszkańców, które inicjowałoby wspólne działania mające poprawić jakość naszego życia. Podkreślić należy, że brakowało wszystkiego: wodociągów, kanalizacji, chodników i jezdni. Telefony posiadali tylko nieliczni, nękały nas ciągłe wyłączenia prądu, narastały problemy z usuwaniem śmieci, fatalnie funkcjonowała komunikacja. Jednym słowem, żyliśmy na obrzeżach stolicy ale jakość życia pozostawała na poziomie głuszy gdzieś na krańcu świata. Po pewnych wahaniach wynikających z poprzednich, nieprzyjemnych doświadczeń, zdecydowaliśmy, że możemy spróbować raz jeszcze. I tak zostaliśmy członkami Stowarzyszenia Przedsiębiorców, Twórców i Wolnych Zawodów.

Gorsi od komuny

Nadszedł rok 1990. Czas wyborów samorządowych. Nie kandydowaliśmy do rady gminy Stare Babice uważając, że tak jak dotychczas będziemy pomagać w ważnych społecznie inicjatywach. Los sprawił, że w dniu wyborów musieliśmy wyjechać do Hamburga, gdzie organizowaliśmy największą wówczas wystawę polskiego malarstwa. Po powrocie z Niemiec czekała na nas dobra wiadomość. Nasz kandydat został radnym. Nieoczekiwanie ów radny zwrócił się do mnie z prośbą o pomoc w pracach komisji gospodarczej Rady Gminy Stare Babice. Tu należy wyjaśnić, że obowiązująca wtedy ustawa o samorządzie terytorialnym zalecała, by w komisjach gminnych uczestniczyli nie tylko radni, ale również osoby bez mandatu. Nie miały one prawa głosu na posiedzeniach rady gminy, ale były pełnoprawnymi członkami komisji. W komisjach powoływanych przez radę gminy ich głos był tak samo ważny jak głos radnych. Późniejsze zmiany w ustawie samorządowej ograniczyły składy komisji gminnych wyłącznie do radnych.

Rozumiejąc, że należy pomóc, rozpoczęłam pracę w komisji gospodarczej rady gminy Stare Babice. Na prośbę członków komisji i wójta opracowałam koncepcję rozwoju gminy z uwzględnieniem specyfiki części północnej i południowej, gdyż różniły się one zasadniczo. Plan ten nie został w pełni zrealizowany. Styl pracy wójta i przewodniczącego rady był, delikatne rzecz ujmując, zdumiewająco nieprofesjonalny, co można by jeszcze zrozumieć, bo przecież dla nas wszystkich było to nowe doświadczenie. Natomiast świadome ukrywanie informacji niezbędnych w pracy komisji gospodarczej przed częścią jej członków, w tym przed przewodniczącym komisji, to był prawdziwy skandal. Wójt uważał, że prawo to on i może robić, co mu się żywnie podoba.

Wielokrotne moje tłumaczenia, że takie postępowanie jest bezprawne, powodowały często sytuacje rodem z tragifarsy. Znamienny przykład stanowiła sprawa remontu i rozbudowy szkoły w Koczargach. Ponieważ nie mogłam uzyskać rzetelnych informacji jakie środki przeznaczono na ten cel i jak zawansowane są prace, a wójt co posiedzenie podawał inną wersję, postanowiłam sprawdzić to osobiście. Pojechałam z jednym z członków komisji do szkoły w Koczargach. Obejrzeliśmy stan zaawansowania robót, porozmawialiśmy z dyrektorem szkoły i wyjaśniliśmy kilka budzących wątpliwości spraw. Niczego nie podejrzewając, merytorycznie przygotowana zjawiłam się na kolejnym posiedzeniu komisji. Tuż przed jej rozpoczęciem jeden z członków komisji reprezentujący stronę babicką szeptem zwrócił się do mnie „niech pani uważa, oni szykują się na panią”. Zdziwiłam się, bo przecież nie miałam w przeciwieństwie do owych „onych” nic do ukrycia i spokojnie czekałam na rozwój wypadków. Wkrótce pojawili się wójt i przewodniczący rady. Rozpoczęliśmy pracę. W pewnym momencie wójt teatralnym gestem wyjął z teczki jakąś kartkę i przeczytał. Był to protest rodziców szkoły w Koczargach przeciwko planowanemu, rzekomo przeze mnie i kolegę, jej zamknięciu. Nie wiadomo było czy śmiać się czy płakać. Kto i w jakim celu podjudzał rodziców można się tylko domyślać.

Podobnie rzecz się miała ze sprawą zamknięcia ośrodka zdrowia w Babicach i kilkoma innymi zdarzeniami. Doszło do tego, że jeden z babickich radnych, na posiedzeniu rady gminy, na której nie byłam obecna stwierdził: „Czego wy chcecie od pani Zaradkiewicz, jesteście gorsi od komuny” i traktorem, bo samochodu nie posiadał, wraz z nagranym na magnetofonie kasetowym swoim wystąpieniem, przyjechał do mnie, by mnie o tym wydarzeniu powiadomić. Ponieważ nie należę do ludzi strachliwych, a prace, których się podejmuję, traktuję z całą powagą, dalej jak bohaterka powieści Żeromskiego próbowałam poprawić skrzeczącą rzeczywistość. Tak na marginesie, zachowania wójta naszej gminny były i są do dziś kopią zachowań wójta Zająca. W owym czasie Witold Malarowski był szeregowym radnym z Truskawia, pracował w innej komisji i szczególną aktywnością się nie wyróżniał.

Ale w końcu i moja cierpliwość się wyczerpała. Skandaliczna sprawa sposobu opracowania planu zagospodarowania Hornówka, złamanie prawa - z całą świadomością i po raz enty - przez wójta, postawa ówczesnego radnego ZSL z Hornówka Gracjana Mikołajczyka i wynik przeprowadzonej przeze mnie wraz z architektem gminnym wizji lokalnej doprowadziły do postawienia przeze mnie sprawy jasno: albo przyzwoita praca i współpraca, albo rezygnuję. Efekt był do przewidzenia. Zrezygnowałam z zaszczytnej funkcji społecznej. Nie zwykłam przymykać oczu na nieprzyzwoitość i krzywdę ludzką, co niestety jest przywarą wielu ówczesnych i obecnych radnych.

Reaktywacja

Wcześniej przeprowadziłam analizę inwestycji wykonanych w północnej i południowej części gminy, która wykazała krzywdzące niedoinwestowanie części północnej. Wtedy zrozumiałam, że jedynym wyjściem zapewniającym minimum sprawiedliwości mieszkańcom północy jest podział gminy i utworzenie samodzielnej jednostki administracyjnej. Zanim jednak podzieliłam się swoimi wnioskami z członkami Stowarzyszenia Przedsiębiorców, Twórców i Wolnych Zawodów przeprowadziłam wstępną analizę możliwości samodzielnego utrzymania się przyszłej gminy Izabelin w oparciu o dane dostarczone przez wójta Babic. Wyniki analizy nie budziły wątpliwości, Gmina Izabelin, o ile zostanie utworzona, ma wszelkie podstawy do prawidłowego rozwoju.        Koncepcja utworzenia naszej gminy została przez członków stowarzyszenia przyjęta entuzjastycznie. Okazało się też, o czym wcześniej nie wiedziałam, że do 1972 roku istniała już Gmina Izabelin, która w wyniku reformy administracyjnej PRL została włączona do Gminy Stare Babice.

Grupa najaktywniejszych członków Stowarzyszenia Przedsiębiorców, Twórców i Wolnych Zawodów w styczniu 1991 r. utworzyła Komitet Reaktywowania Gminy w Izabelinie. Jak już wspomniałam na początku artykułu, dzień 30 sierpnia 1991 roku jest dla gminy dniem historycznym. Komitet Reaktywowania Gminy złożył w Urzędzie Wojewódzkim w Warszawie, w Wydziale Organizacyjno Prawnym, wniosek o reaktywowanie Gminy Izabelin. Wniosek określał zasięg terytorialny przyszłej gminy. Miała ona obejmować wsie: Mościska, Klaudyn I według naturalnej granicy KPN (część przyległa do Lasek), Laski, Izabelin A, B, C, Hornówek, Kolonię Lipków przyległą do Izabelina B, Truskaw i Sieraków.

Działając w oparciu o ustawę o samorządzie terytorialnym art. 4 pkt. 1. i 2. (Dz. U. nr 16, poz. 95, z dnia 19 marca 1990 r.) oraz Ustawę o Konsultacjach Społecznych i Referendum art. 5, 6 i 9 (Dz. U. nr 14, poz. 83, z dnia 12 maja 1987 r.) oraz konsultacje z Urzędem Wojewódzkim i Urzędem Rady Ministrów, Komitet w swoim wniosku informował, że przeprowadził następujące, nakazane prawem działania:
1.     Zgodnie z art. 9 pkt. 4 rozdz. 2 ustawy o samorządzie terytorialnym zostały wywieszone u sołtysów i w miejscach publicznych obejmujących obszar dawnej gminy Izabelin zawiadomienia o konsultacjach społecznych.
2.     Przeprowadzone zostały zebrania z mieszkańcami wsi, poprzedzone dostarczoną informacją motywującą zasadność reaktywowania gminy.
3.     Celem zapoznania wszystkich radnych z przebiegiem prowadzonych przez Komitet konsultacji społecznych, doręczono im, przed sesją opiniującą, wniosek Komitetu.
Komitet informował też, że jest w trakcie zbierania podpisów mieszkańców i przekazał protokoły z zebrań. Informował o tym, że w dniu 29 sierpnia na sesji Rady Gminy Babice Stare zdecydowaną większością głosów wniosek Komitetu Reaktywowania Gminy w Izabelinie został odrzucony.

Wniosek w imieniu Komitetu podpisali (w kolejności): Joanna Zaradkiewicz, Marek Wielgus, Sławomir Słupski, Janusz Nowak i Dionizy Śliwiński. W skład Komitetu wchodził też Zygmunt Zaradkiewicz, który złożył wniosek w Urzędzie Wojewódzkim. Jest to pierwszy dokument inicjujący formalne działania na rzecz powołania naszej gminy. Jego oryginał jest w moim posiadaniu, ale dopóki w gminie nie będzie przyzwoitego gospodarza pozostanie on w moim prywatnym archiwum.

Musiały jeszcze upłynąć prawie cztery lata. Wielu ludzi zaangażowało się w społeczne działania, by wizja Gminy Izabelin stała się rzeczywistością. Wielu próbowało uczynić wszystko, by gmina nie powstała, ale o tym napiszę w kolejnym artykule.

Na koniec refleksja. Jako twórca, czyli osoba z natury swojej powołana do kreowania nowych jakości w otaczającym nas świecie, dla wielu ludzi na pozór niewykonalnych, wielokrotnie przekonałam się, obserwując działania swoje, mojego męża i innych artystów - moich kolegów, że twórcze podejście do życia przynosi zaskakująca efekty. Bez niego nie byłoby strzelistych, gotyckich katedr, Mony Lizy, kameralnych rzeźb Alberta Giacomettiego…, a nawet Gminy Izabelin, którą okaleczają nieudolne rządy krzywdzących ją decydentów samorządowych.

(rys. Zygmunt Zaradkiewicz)

 

NASZ CYTAT

  • kraju_Polan

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rekonstrukcje.jpg - 143.79 kb

 

 

 

 

 

DOBRE STRONY

Licznik odwiedzin

Odwiedza nas 106 gości oraz 0 użytkowników.

Dziś 28

W tym miesiącu 446

Od początku 69073